Od lipca 2015 roku znieczulenie przy porodzie podawane jest kobietom nieodpłatnie. Statystyki pokazują jednak, że korzysta z niego niewielki odsetek ciężarnych. Powodem nie jest niewiedza czy niechęć do tego sposobu łagodzenia bólu, ale problem z dostępem do niego.

O prawach kobiet podczas porodu mówi specjalnie wydany kilka lat temu i uaktualniony w tym roku dokument – Standardy Opieki Okołoporodowej. Ciężarne znajdą w nim informacje na temat tego, z jakich metod łagodzenia bólu porodowego mogą skorzystać w szpitalu oraz jaki wpływ na przebieg porodu i stan dziecka mają poszczególne metody. Dzięki wprowadzeniu standardów łagodzenia bólu porodowego kobiety uzyskały też dostęp do metod łagodzenia bólu o udowodnionej skuteczności. Tych metod jest kilka. Jednym z nich jest analgezja wziewna. To mieszanina tlenu i podtlenku azotu, którą kobieta dozuje sobie samodzielnie, według potrzeby. Kolejne to dożylne lub domięśniowe stosowanie leków przeciw bólowych (tzw. opioidów). Jednak jednym z najbardziej skutecznych jest znieczulenie zewnątrzoponowe (zzo). Polega ono na podaniu do przestrzeni zewnątrzoponowej leku miejscowo znieczulającego lub założeniu cewnika zewnątrzoponowego.

Znieczulenie zewnątrzoponowe jest od 1 lipca 2015 roku w Polsce refundowane. Jak jednak pokazują dane przedstawione przez NFZ, wcale nie doszło do dużego wzrostu wykonywania zzo. Według danych funduszu w 2016 roku ze znieczulenia zewnątrzoponowego skorzystało tylko 7,1 proc. rodzących. W pierwszym roku od wejścia w życie nowych rozwiązań miesięcznie wykonywano ok. 1,6 tys. znieczuleń. Obecnie jest to ok. 1,7 tys. Skąd tak niewielki wzrost? Zastosowanie u kobiety znieczulenia w trakcie porodu wiąże się z koniecznością obecności na sali porodowej lekarza specjalisty w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii oraz wzmożonego nadzoru ze strony lekarza położnika, położnych, a także dodatkowego monitorowania rodzącej i płodu. To właśnie w brakach kadrowych upatruje się małej popularności zastosowania zzo. Największym problemem jest brak anestezjologów.

Jeśli więc chcemy podczas porodu skorzystać ze znieczulenia zewnątrzoponowego, warto wcześniej udać się do szpitala i dopytać o to, czy rzeczywiście zostanie ono nam podane. Może się zdarzyć, że szpital odmówi, tłumacząc się brakiem anestezjologów. Trzeba więc wówczas poszukać innej placówki. Przed podjęciem decyzji o wybraniu takiej formy łagodzenia bólu, warto jednak dokładnie się z nią zapoznać. Trzeba pamiętać, że lekarz w trakcie porodu może odmówić nam wykonania znieczulenia. Uważa się bowiem, że nie może ono zostać podane kobiecie ani zbyt wcześnie, ani zbyt późno. Zakłada się, że podanie znieczulenia w końcowej fazie II okresu porodu powoduje brak współdziałania z rodzącą, brak odczuwania skurczów partych i tym samym brak efektywnego parcia. Najczęściej taki poród kończy się cesarskim cięciem.

Zdobywanie wiedzy o wskazaniach i przeciwwskazaniach do podania znieczulenia jest jednym z elementów świadomego przygotowywania się do porodu. Warto wówczas zasięgnąć informacji także o możliwości zdeponowania krwi pępowinowej. Pobierając do przechowania krew pępowinową i zawarte w niej komórki macierzyste zyskujemy dostęp do terapii z ich użyciem. Komórki macierzyste są już wykorzystywane w leczeniu ok. 80 chorób (głównie hematologicznych i onkologicznych), a przyszłość z pewnością przyniesie dodatkowe wskazania do wykorzystywania komórek macierzystych. Komórki mogą posłużyć zarówno dziecku, podczas którego narodzin zostały pobrane, jak i jego rodzeństwa, a nawet rodzicom.

Więcej informacji o krwi pępowinowej, o ewentualnych możliwościach jej wykorzystania w procesie leczenia dziecka i/lub jego najbliższej rodziny czytelnicy znajdą na stronie www.pbkm.pl oraz w magazynie „Bezpieczna Przyszłość”.