Zawsze pragnęłam czegoś więcej. Chcę jeszcze trochę pofruwać

Materiał informacyjny Michalczyszyn Hair & Fashion sp. z o.o.
Udostępnij:
Z Agnieszką Michalczyszyn, właścicielką studia Michalczyszyn Hair rozmawia Jan Oleksy

Do twarzy pani z tytułem mistrzyni Polski we fryzjerstwie artystycznym.
To już trochę odległa historia, ale budujące wspomnienia. Wystartowałam w mistrzostwach, aby się wyżyć zawodowo, sprawdzić się i udowodnić sobie, że wszystko jest możliwe. Dałam sobie szansę, słysząc na co dzień słowa zachwytu – „masz talent”. Zweryfikowałam je, z determinacją zrobiłam rzeczy, które teoretycznie mogłyby wyglądać na niemożliwe.

Wiem, że uprawia pani sport, to pomaga w osiągnięciu celu?
Kocham sport, który przede wszystkim dyscyplinuje, już od momentu wstania z łóżka.

Można powiedzieć w cudzysłowie, że podejmuje pani walkę?
Ja nie walczę, po prostu żyję, a życie to nie jest bitwa, to raczej podróż w nieznane.

Ale sportowy nerw sprzyja...
Przydaje się w sytuacjach, gdy trzeba działać odważnie. Tak jest na przykład na zawodach polegających na tworzeniu „metamorfoz”. Wówczas mam okazję „popłynąć” na sto procent i zrealizować najbardziej szalone pomysły.

A ograniczeniem jest tylko wyobraźnia?
Zdecydowanie, artystyczna wizja nie znosi ograniczeń. Ale na konkursach zawodowych fryzjerskich zawsze jest jakieś założenie merytoryczne.

Temat przewodni.
Dobrym przykładem jest konkurs „Papuzi świat”, w którym realizowałam swoje pomysły, robiłam to, co podpowiadała wyobraźnia. Maksymalna swoboda.

Na naszych oczach, fryzjerstwo, podobnie jak kuchnia, stała się sztuką.
Cieszę się, że żyjemy w czasach, gdy fryzjerstwo stało się sztuką i jest czymś więcej niż tylko strzyżeniem i układaniem włosów. Cieszy się większym szacunkiem niż kilkadziesiąt lat temu. Gdy w domu oznajmiłam, że chcę zostać fryzjerką, bo od dziecka wykazywałam taką chęć, to mój tato się załamał.

Inaczej sobie wyobrażał zawód córki?
Dla niego fryzjerka to była pani w nieciekawym fartuchu, która kręci na wałkach włosy. Nie taką sobie wyobrażał przyszłość dla swojego dziecka. Mama była dla mnie silnym wsparciem, ale z czasem tatę też udało mi się przekonać do mojej wizji fryzjerstwa. Zawsze chciałam czegoś więcej, niż kręcić przysłowiową trwałą.


Zawód doznał nobilitacji, pojawiło się nawet nowe określenie „projektantka fryzur”.

Ta nazwa stosowana jest przy „metamorfozach”, a nie podczas regularnych wizyt odświeżających. Swoją drogą uwielbiam, gdy klientka siada na fotel i daje mi wolną rękę - „Aga, rób co chcesz”.

Pełne zaufanie.
To jest coś cudownego dla każdego fachowca, że możemy od A do Z zaprojektować fryzurę i zdecydować, jakich środków i materiałów użyjemy.

Wtedy może się pani wyżywać artystycznie.
Fryzura odzwierciedla naszą osobowość, charakter, styl życia, to wszystko musi być ze sobą kompatybilne. Teraz kobiety szybko żyją, więc nie mogą zbyt wiele czasu poświęcać fryzurze, a mówiąc żartobliwie, nie chcą godzinami włosy na wałki nawijać.

Zainicjujmy scenkę, przychodzi klientka i mówi, by zrobiła pani coś z jej włosami? Czy tak?
Uważam, że mam masę aniołów przy sobie – cudownych, wspaniałych klientek, które mówią o mnie, że przyciągam ludzi podobnych do siebie. Niczego nie narzucam, wyczuwam sugestie. Jestem całkowicie oddana pracy, a to procentuje.

Na co zwraca pani uwagę przy doborze fryzury, na kształt twarzy?
Kształt oczywiście ma znaczenie, ale nie on jest najważniejszy. Liczy się przede wszystkim styl, osobowość, to, jak się porusza, w jakim kolorze dobrze się czuje, jak była poprzednio uczesana, a nie sugeruję się wyłącznie nowymi trendami. Oczywiście, widząc klientkę po raz pierwszy mam już jakiś pomysł na nią zgodny z wypracowanymi standardami, ale największe znaczenie ma dla mnie rozmowa. Muszę poznać człowieka, różne aspekty jego życia.

Rozmowa? Prawie jak na kanapie u psychoterapeuty…
Tutaj ludzie łatwiej się otwierają, często dochodzi do zwierzeń, do opowieści o małych i wielkich dramatach życiowych, od głupotek aż po przykre historie.

Samo życie, które odbija się w lustrze fryzjerki.
Moim klientkom często dodaję otuchy, a poprawiając urodę, wpływam na ich samopoczucie. Pozytywne nastawienie do ludzi jest niezwykle ważne.

Zaraża pani dobrą energią, która wpływa na zadowolenie klientów.
Moim szefem jest mój klient. To ciągle powtarzam pracującym ze mną fryzjerom.

Co pani sądzi o nowych trendach?
Bez przerwy wprowadzamy innowacje. Jestem szczęśliwa, że możemy czerpać z bogactwa możliwości współczesnego warsztatu fryzjera. Mamy wszystko podane na tacy, rozwiązania, technologie, trendy, grzechem byłoby z tego nie skorzystać. Dzięki temu się rozwijamy.

Ma pani artystyczną duszę. Maluje pani?
Uwielbiam malować, rysować, artystyczne uzdolnienia to u nas rodzinne. Moja siostra jest po sztukach pięknych, pracuje ze mną, jest znakomitą kolorystką.


Słyszałem też o pani talencie kulinarnym.

Talent to za dużo powiedziane, ale lubię gotować i gdy tylko mam czas, to przyrządzam dla moich najbliższych coś smacznego.

To kolejny rodzaj twórczości, który zaowocował udziałem w telewizyjnym programie kulinarnym „Ugotowani”.
Zostałam do niego „wkręcona”. Najprawdopodobniej zgłosił mnie nasz przyjaciel stylista Tomek Jacyków. Chętnie wzięłam w nim udział, bo kocham przygody, lubię nieznane. Od 10 lat współpracujemy z Tomkiem, organizując spotkania poświęcone stylizacji torunianek. Zawsze jest dużo chętnych.

Plany? Osiągnęła pani szczyty w swoim fachu.
Chcę jeszcze trochę pofruwać! Mam wiele planów zawodowych, fajnych projektów, które chciałabym w przeciągu najbliższych pięciu lat zrealizować, ale wszystkiego nie zdradzę, bo jestem zwolenniczką zasady, że sukcesy potrzebują ciszy. A jak już pojawi się sukces, to on zrobi hałas. Natomiast prywatnie chcę być nadal szczęśliwą żoną i szczęśliwą mamą dla 15-letniej córki i... dużo podróżować.

Co trzeba mieć, żeby się w tym zawodzie sprawdzić?
Przede wszystkim trzeba mieć dużo pokory, a tej niestety często w tym zawodzie brakuje. I nie gwiazdorzyć! Mam wrażenie, że teraz jest więcej gwiazd niż normalnych fryzjerów. A przecież chodzi o to, żeby umiejętności szły w parze z jakością.

Jaką radę dałaby pani młodemu fryzjerowi?
Potrzebny jest wewnętrzny spokój, cierpliwość, sumienność, otwartość. Bez empatii w tym zawodzie trudno osiągnąć sukces.

Jest pani spełnioną osobą?
W pełni. Nigdy w życiu nie zamieniłabym mojej pracy na żadną inną.

Dlaczego?
Życie mamy krótkie, więc trzeba je dobrze wykorzystać, zwłaszcza, gdy zdaniem klientek mam szczególny dar od Boga. Umiem słuchać, jestem empatyczna, pomagam kobietom, wzmacniam w nich pewność siebie i poczucie wartości. Czuję powołanie do pełnienia misji, a włosy są w tym przypadku jedynie łącznikiem z drugim człowiekiem, umożliwiają doskonały kontakt.

Można powiedzieć, że intymny, umożliwiający przekazywanie dobrej energii.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Więcej informacji na stronie głównej Strona Kobiet
Dodaj ogłoszenie