Wszedłem do XIX wiecznej kuchni i nie chcę wychodzić. O książce, która zostanie z Wami na dłużej

Paweł Podoluk
Czasem trafiam na książkę, która zmienia sposób, w jaki patrzę na historię. „Szparagi solić, krety gubić" to właśnie taki skarb – rękopis z połowy XIX wieku, który pachnie poziomkami, makagigiami i prawdziwym życiem wielkopolskiego dworu. To nie sucha kronika, to intymny dziennik pokoleń kobiet, które między przepisem na tort kawowy a radą, jak tępić robactwo, zapisały coś ważniejszego niż receptury. Zapisały swoją codzienność.

Spis treści

Jurków, połowa XIX wieku

Wyobraźmy sobie Józefę Morawską z Łempickich, która we dworze w Jurkowie pod Lesznem siada przy biurku i notuje przepis na makagigi. Obok przepis na marynowane śledzie, dalej sposób na tępienie robactwa, jeszcze dalej – radę, jak przyrządzić kit szklarski. To nie chaos, to życie. Prawdziwe, wielowątkowe życie wielkopolskiego dworu w czasach zaboru pruskiego.

Ten zeszyt, który przetrwał półtora wieku, to skarb. Nie tylko dlatego, że znajdziemy w nim receptury na tort kawowy doskonały czy sorbet z akacji (tak, z akacji!), ale przede wszystkim dlatego, że zachował coś ulotnego – atmosferę codzienności, która zwykle umyka historykom. Józefa Morawska i kolejne kobiety z jej rodziny tworzyły coś więcej niż książkę kucharską. Tworzyły świadectwo epoki.

Trzy kuchnie, jeden dwór

Przedzierając się przez kolejne strony, zauważam fascynującą mieszankę wpływów kulinarnych. Polska, francuska, angielska – te trzy kuchnie przenikają się w jurkowskim zeszycie jak w kalejdoskopie. Litewskie bliny sąsiadują z lemoniadą z poziomek, postna zupa jarzynowa – z wybornym pasztetem. To wielokulturowa mozaika smaków, która przypomina, że XIX-wieczna Wielkopolska to nie prowincja, ale miejsce żywych kontaktów z całą Europą.

I właśnie to urzeka – różnorodność. Nie ma tu jednej dominującej narracji kulinarnej. Jest za to ciekawość świata, otwartość na nowe smaki i chęć eksperymentowania, która łączy tamtych dworian z nami, współczesnymi pasjonatami gotowania.

Nie tylko dla kuchni

Największym zaskoczeniem jest dla mnie uniwersalność tej księgi. Owszem, przepisy kulinarne stanowią jej rdzeń, ale wokół nich narosło wszystko, co składało się na prowadzenie wielkiego gospodarstwa. Jak czyścić jedwab? Jakie róże posadzić? Jak pozbyć się myszy? A może kretów – stąd przecież tytuł, równie intrygujący co absurdalny dla współczesnego czytelnika.

Dalsza część materiału pod wideo
emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

To kompendium wiedzy praktycznej, które pokazuje, jak wiele umiejętności musiała mieć gospodyni dworu. Nie tylko gotować – także leczyć (maść na jęczmień!), naprawiać, hodować, organizować. Czytając te porady, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że kobiety z rodziny Morawskich to prawdziwe managerki, które zarządzały skomplikowanym przedsiębiorstwem zwanym dworem.

Dorota Mycielska jako przewodniczka

Kluczem do zrozumienia tego zeszytu jest wstęp autorstwa Doroty Mycielskiej, potomkini Józefy Morawskiej. To nie suchy opis historyczny – to opowieść pełna ciepła o rodzinie, jej tradycjach i życiu w Wielkopolsce pod zaborem. Mycielska, historyczka z wykształcenia, umiejętnie splata losy Morawskich z szerszym kontekstem dziejowym, pokazując, jak wielkie wydarzenia polityczne przenikały do codzienności dworu.

Autentyczne fotografie i listy z archiwum rodzinnego dodają całości intymności. To nie historia z podręcznika – to historia żywych ludzi, którzy, jak pisze wydawnictwo, „zupełnie jak my" wymieniali się przepisami, cieszyli spotkaniami przy stole i dbali o domowe ciepło w czasach burzliwych przemian.

Osobny rozdział to ilustracje młodej artystki Heleny Stiasny. Jej malarskie wizje XIX-wiecznego dworu nie są jedynie ozdobnikami – współtworzą nastrój książki. Stiasny, absolwentka warszawskiej ASP, notowana w Kompasie Młodej Sztuki, stworzyła wizualną oprawę, która łączy stylowość z delikatnością. Jej prace wystawiały się w galeriach od Warszawy po Londyn i Aarhus, a teraz trafiają na karty tej wyjątkowej publikacji.

Dlaczego warto?

"Szparagi solić, krety gubić" to pozycja dla każdego, kto interesuje się historią codzienności, kulinariami, życiem dworów ziemiańskich lub po prostu lubi dobrze opowiedziane historie. To książka, którą można czytać na wiele sposobów – jako zbiór przepisów do wypróbowania, jako świadectwo epoki, jako familijną sagę, wreszcie jako piękny album do przeglądania.

Mnie osobiście urzekł ten autentyczny głos z przeszłości. W czasach, gdy historia bywa upraszczana do wielkich narracji i spektakularnych wydarzeń, ta księga przypomina, że prawdziwe życie toczyło się w kuchni, w ogrodzie, przy rodzinnym stole. I że to właśnie te drobne, codzienne rytuały tworzyły tkankę świata, który bezpowrotnie minął, ale którego echo wciąż możemy usłyszeć – wystarczy otworzyć jurkowski zeszyt i wsłuchać się w jego szmer.

Polecane oferty
* Najniższa cena z ostatnich 30 dniMateriały promocyjne partnera
Wróć na stronakobiet.pl Strona Kobiet