„Moda zawsze była obok”. Pasja, która przerodziła się w zawód. Wywiad z Żanną Moryson

Anna Moyseowicz
Anna Moyseowicz
Żanna Moryson jest projektantką mody.
Żanna Moryson jest projektantką mody. archiwum Żanny Moryson
Udostępnij:
Zajmowała się ekspertyzą sądową, teraz jest uznaną projektantką mody. Poszła za głosem serca i pasję przemieniła w zawód. Jak mówi, moda zawsze była obok niej, a umiłowanie do piękna odziedziczyła po tacie. Obecnie prowadzi salon sukien ślubnych w Świebodzinie, a jej kreacje pojawiają się na salonach w wielu krajach. Z Żanną Moryson rozmawiamy o biznesie, pięknych sukniach, zmieniających się trendach ślubnych i współpracą z ambasador Polski we Włoszech.

Jak zaczęła się Pani przygoda z projektowaniem?

Odkąd pamiętam, moda była moją ogromną pasją i hobby, które później przerodziło się w zawód. Zamiłowanie do niej przekazał mi mój tata, bardzo wrażliwy na piękno. Zaczęłam projektować, będąc jeszcze dzieckiem, choć oczywiście z początku były to drobne rzeczy. Pamiętam, że gdy miałam około siedmiu, ośmiu lat, chciałam na 8 marca zrobić dla mamy fartuszek. Siedzieliśmy razem z tatą na podłodze i wspólnie go kroiliśmy, wyszedł cudowny, pomimo tego, że tamtych czasach nie było takich możliwości, jak teraz. Żyło się skromnie, a każdy kawałek zwykłej bawełny był niezwykle cenny. Miałam szczęście, że moja ciocia miała dostęp do materiałów. Gdy robiła mi prezent, to zawsze to były tkaniny, dzięki czemu mogłam szyć. Rodzice bardzo mnie w tej pasji wspierali. Tata był moim mentorem i jednocześnie krytykiem modowym. Gdy zabierałam się do rzeczy większych, jak płaszcz czy żakiet, surowo oceniał to, co zrobiłam. Oglądał przez kilka minut, a później mówił coś w stylu: „Tutaj jest dwa milimetry krócej, a linia jest nierówna”. Dawał mi cenne wskazówki. Tak to się zaczęło.

Co skłoniło Panią do założenia własnego salonu?

Z wykształcenia jestem wykładowcą chemii i biologii, jednak po studiach w tym kierunku pracowałam w ekspertyzie sądowej, gdzie robiłam testy DNA na ustalenie ojcostwa. To zupełnie inna branża, ale moda zawsze była obok, towarzyszyła mi jako hobby. Urodziłam się w Mińsku na Białorusi, za głosem serca trafiłam do Polski. Wtedy przyszło mi na myśl, aby rozwijać swoją pasję i w ten sposób założyłam w Świebodzinie salon Kreacja Żannet. Najpierw była to wypożyczalnia i krawiectwo sukien ślubnych oraz wieczorowych. Zaczęłam od maleńkiego punktu. Później zatrudniałam coraz więcej osób i otwierałam nowe lokale w różnych miastach Polski. Uczestniczyłam w targach, pokazywałam tam własne kolekcje, zdobyłam też wiele nagród.

Dlaczego akurat suknie ślubne? Z mojej – jako laika – perspektywy wydaje się to dość trudną dziedziną.

Zgadza się, ma Pani rację, projektowanie i szycie sukien ślubnych są bardzo trudne, dlatego też ostrożnie dobieram współpracowników. Suknie szyjemy indywidualnie, wkładamy w nie bardzo dużo pracy ręcznej, więc krawcowe muszą mieć umiejętności na najwyższym poziomie. A dlaczego akurat suknie? Podobają mi się one od zawsze. Moja mama mówiła: „Ty powinnaś była się urodzić dwa stulecia wcześniej, tak żeby móc biegać na bale, przyjęcia i szyć te piękne kreacje!”. Mnie to po prostu fascynowało. Pomimo tego, że pracowałam zawodowo, jednocześnie szyłam i zdobywałam klientki. Uwielbiałam to robić i patrzeć, jak się cieszą z efektów. Najpierw stroje codzienne, a po jakimś czasie zaczęłam szyć również właśnie suknie ślubne, najpierw dla przyjaciółek i koleżanek, później fama się rozniosła, zaczęło do mnie spływać coraz więcej zamówień. Kreacje wychodziły tak piękne, tak niezwykłe, tak się różniły od wszystkich innych, że wciągnęło mnie to jeszcze bardziej. Gdy już zamieszkałam w Polsce, pomyślałam: dlaczego nie? Zaczęłam od podstaw, małymi kroczkami. Sama kupowałam tkaniny, sama siedziałam za maszyną, sama projektowałam, szyłam, wypożyczałam. W Polsce lata temu też było trudno zdobyć piękne tkaniny i dodatki. Nie było internetu, trzeba było wsiąść w samochód i je przywieźć. Ale mało tego – aby to zrobić, należało wiedzieć, gdzie je zdobyć, więc wertowałam książkę telefoniczną w poszukiwaniu hurtowni lub producenta. Z niczego robiło się coś i wychodziły przepiękne rzeczy.

A jak się przez ten czas zmieniła moda ślubna?

Na przestrzeni 30 lat zmieniała się kilkukrotnie. Na samym początku, gdy nie było jeszcze niczego, klientki nie miały tak dużych wymagań, jak teraz. Nikomu nie przeszkadzało, że podobny model sukni przed ołtarzem będzie miała na sobie jedna kobieta, jej kuzynka i koleżanka. Później, z biegiem czasu, gdy powstawało więcej możliwości, klientki zaczęły już wybierać i wymagać więcej. Podobało mi się to. Przez pierwsze lata działalności każda panna młoda chciała praktycznie to samo, co stało się dla mnie nieco nużące. Gdy przychodził ktoś z nietypową prośbą, stawałam na głowie, aby mu dogodzić. Zrobienie czegoś innego, oryginalnego, dawało ogromną satysfakcję. Szczególnie mogłam się wykazać przed targami mody, tam przywoziłam suknie o rozmaitych kształtach i kolorach. Na takich imprezach bywają tłumy ludzi, w tym przyszłych klientów. Sukienki nie sprzedawały się od razu, ale robiły odpowiednią reklamę, dzięki nim było widać pasję. Zaprojektowałam między innymi czarną suknię, inspirowaną czarnym łabędziem. Przyozdobiłam ją białymi płatkami, jakby piórami, i koralikami. Do tego dołączyłam czarny welon. To była sensacja! U nas w Polsce nikt jej nie kupił, ale przyjechała klientka z Niemiec, taka rockowa dziewczyna, i kupiła. Każdy model znajdzie swojego nabywcę, trzeba jedynie odpowiednio trafić. Z biegiem czasu zauważyłam, że klientki zaczęły szukać czegoś innego. Gdy do mnie trafiały, mówiły: „Pani ma takie wyjątkowe suknie, nie na jedno kopyto, jak to jest w innych salonach”. To była dla mnie wielka radość i satysfakcja. Współczesne klientki są bardzo wybredne. Wybór sukni jest ogromny, otwiera się wiele salonów, powstają nowe marki. Natomiast w ostatnich dwóch latach ponownie nastąpiły zmiany. Nastał COVID, branża ślubna podupadła, odbywa się mniej ślubów albo są one bardzo ciche. Moda zrobiła się prostsza, mniej wyrafinowana, pokazowa, klientki preferują delikatne i niedrogie wzory.

Pomijając ostatnie dwa lata, które upłynęły w cieniu pandemii, czy współcześnie panny młode są odważniejsze w ubiorze? I jak to się przejawia?

Moda się zmieniła, a panny młode zrobiły się bardzo odważne. Obecnie królują kolory pastelowe, cappucinno, morelowe, pudrowy róż, ecru, biel jest rzadko wybierana. Ale nie to jest główną zmianą. Zmieniły się fasony, pojawiły ogromne dekolty, odkryte do połowy plecy, półprzezroczyste suknie. Oczywiście do kościoła panny młode zakładają na wierzch wdzianka czy szale. Jednocześnie wciąż jest grupa klientek, które preferują modę klasyczną.

Czy klientki decydują się raczej na gotowe suknie, z ewentualnymi przeróbkami, czy raczej tworzy je Pani od podstaw?
Obecnie, w dobie koronawirusa, więcej osób kupuje suknie z wieszaka z przeróbkami. Wszyscy oszczędzają, chcą taniej, a suknie z wieszaków są mierzone, więc możemy sobie pozwolić, aby je sprzedać w obniżonej cenie. Gdy szyje się od podstaw, cena jest regularna bądź wyższa, w zależności od liczby przeróbek. Przed covidem było inaczej, wówczas więcej sukienek było szytych na wymiar. Klientka wybiera wtedy określone modele i wprowadzamy zmiany, na przykład inny dekolt, dołożenie bądź usunięcie rękawów, kolor, inna spódnica. Na miarę szyliśmy około 95 procent sukien.

Mówiła Pani, że ma więcej salonów. Ile ich jest i gdzie?

Z przykrością muszę powiedzieć, że w związku z pandemią musiałam zamknąć osiem salonów, czyli wszystkie oprócz Świebodzina. Jest to zamknięcie tymczasowe, aby przeczekać gorszy okres. Wciąż mamy klientki z Poznania czy Zielonej Góry. Idzie za nami bardzo dobra opinia i panie nie zważają na kilometry.

Projektuje Pani ubrania dla ambasador Polski we Włoszech – Anny Marii Anders. Jak przebiega współpraca i jak wygląda ubieranie tak ważnej osoby?

Pani Anders zauważyła moją biało-czerwoną suknię, która zrobiłam dla Agnieszki Michalczyk na bal z okazji 100 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Ubrałam wówczas cały zespół dziewczyn z jedynego takiego w Polsce edukacyjno-charytatywnego Programu Debiutanckiego, którego Agnieszka jest pomysłodawczynią. Kreacja się spodobała i zostałam zaproszona do kancelarii pani Anders w Warszawie na rozmowę, a następnie do współpracy. Ambasador ubieram na szczególne, ważne dla niej okazje, a tych nie brakuje. Były to na przykład przemówienie na forum w Waszyngtonie, bal w Londynie, coroczny bal w Miami, odsłonięcie pomnika generała Andersa, uroczystości na Monte Cassino. Teraz pani Anders jest ambasadorem w Rzymie, a tam jest ciepło, więc często szyje się suknie, nie zawsze balowe, ale przykładowo koktajlowe, krótkie, półdługie, nawet kolorowe, zwiewne. A wymagania? Oczywiście, jak każda kobieta, która chce dobrze wyglądać, jest wymagająca, ale nasza współpraca przebiega bardzo pozytywnie, ponieważ pani Anders mi ufa. Rozmawiamy przez telefon, później się spotykamy, ja przedstawiam rysunki, próbki tkanin. Obserwuję jej garderobę, wiem, czego jeszcze w niej nie ma, co będzie potrzebne. Przygotowywane kreacje idą z duchem czasu, a jednocześnie są utrzymane w duchu klasyki.

Czym się Pani obecnie zajmuje?

Szykuję pokaz w Rzymie, podczas którego zaprezentuję suknie codzienne, koktajlowe i wieczorowe. Wydarzenie będzie zamknięte, tylko na zaproszenia. Zaproponowałam gminie Świebodzin współpracę związaną z tym pokazem – promocję za dofinansowanie przedsięwzięcia, lecz nie jest to jeszcze nic pewnego. Ponadto w tamtym roku wypuściłam nową linię ubrań pod nazwą Moryson. Zaczęłam od białych, damskich koszul. Ze względu na sytuację, swoją fantazję muszę przekierować na inny tor niż suknie ślubne, myślę o ubraniach codziennych, także dziecięcych. Ponadto przygotowuję się do pokazu, który odbędzie się podczas balu noworocznego w Warszawie organizowanego przez Klub Integracji Europejskiej. W moich sukniach ślubnych wystąpią debiutantki, a dodatkową atrakcją będzie pokaz sukien wieczorowych. Proszę trzymać za mnie kciuki.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Pamiątki po rotmistrzu Pileckim

Wideo

Materiał oryginalny: „Moda zawsze była obok”. Pasja, która przerodziła się w zawód. Wywiad z Żanną Moryson - Gazeta Lubuska

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Strona Kobiet
Dodaj ogłoszenie