Wiktorek jest prawdziwym zwycięzcą. Urodził się w 32 tygodniu ciąży. - Spieszyło mu się, żeby być prezentem pod choinkę - żartuje jego mama Dominika Kocoń.
Jako wcześniak trafił do inkubatora. Spędził w nim osiem dni. Powoli nadrabia zaległości, przybiera na wadze. Dziś waży już ponad 2300 gramów i odpoczywa wtulony w mamę.
CZYTAJ TAKŻE: 25. Finał WOŚP w Świętokrzyskiem. Zobacz program wszystkich imprez
Jak w brzuchu mamy
Z dotyku mamy cieszy się też Lilianka. Mniej szczęścia miała jej siostra bliźniaczka, Iza. - W 31 tygodniu moja ciąża musiała być rozwiązana - wspomina Małgorzata Stępień. - Od samego początku wiedzieliśmy, że są pewne nieprawidłowości. Badania potwierdziły, że mam zły przepływ w pępowinie. Musiałam leżeć. Pilnowaliśmy, żeby nie było fali zwrotniej. Nie było, ale i tak trzeba było podjąć decyzję o rozwiązaniu z powodu wysokiego ciśnienia, żeby obie dziewczynki przeżyły.
Tak na świat przyszły Iza i Liliana. Lilianka była większa. Ważyła 1700 gramów. Kilka dni spędziła w inkubatorze. Teraz ma już 1900 i jest razem ze swoją mamą. - Izunia była dużo mniejsza. Miała tylko 800 gramów i trzeba ją było ratować.
Iza cały czas przebywa w inkubatorze. Już waży 1200 gramów, ale to wciąż za mało. - Będzie w nim, dopóki nie przekroczy dwóch kilogramów. Ale cieszymy się, bo waga cały czas idzie do góry - uśmiecha się Małgorzata Stępień. - Chodzimy z Lilianką do Izuni, a nawet kładę je obok siebie, żeby czuły swoją bliskość, żeby znów mogły się poczuć tak, jak było w brzuchu.
CZYTAJ TAKŻE: 24 lata WOŚP w Świętokrzyskiem. Zobacz, ile zebraliśmy kasy, a ile dostaliśmy sprzętu
Szansa na życie dla maluchów
Dni do powrotu obu dziewczynek do domu z niecierpliwością odlicza ich starsza siostra, siedmioletnia Zuzia. - Jest jeszcze za mała, żeby mogła nas odwiedzić, więc już nie może się nas doczekać. Kiedy rozmawiamy przez telefon, cały czas dopytuje się co u nas słychać, pyta, kiedy wrócimy, bo chciałaby je przytulić - wyjaśnia mama dziewczynek. - Bardzo się cieszę, że w szpitalu są nowoczesne inkubatory, w których dziecko ma prawie takie warunki, jak w brzuchu u mamy - mówi Małgorzata Stępień, zaś Dominika Kocoń dodaje: - Bez tych urządzeń nasze dzieci nie miałby szans. Wiele wcześniaków przeżywa właśnie dzięki nim. Dlatego warto wrzucać pieniądze do puszek wolontariuszy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Inkubator, w którym leżał Wiktor i Liliana oraz wciąż przebywa Iza jest darem od Orkiestry. Zresztą nie tylko to urządzenie. Na neonatologii Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach jest dużo sprzętu oznaczonego czerwonym serduszkiem. Można go spotkać nie tylko tu. A nowe dary wciąż się pojawiają.
Nowe dary pojawiają się
Nie tak dawno, bo w listopadzie ubiegłego roku Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy ponownie obdarowała Wojewódzki Szpital Zespolony w Kielcach. Działająca tu Poradnia Diabetologiczna otrzymała cztery pompy insulinowe, najnowszej generacji, które dają większą możliwość dopasowania dawki insuliny, co znacznie ułatwia wyrównanie cukrzycy. Korzystać z nich będą mogły kobiety ciężarne z cukrzycą typu 1 lub planujące ciążę.
Urządzenia z serduszkiem przez lata zasilały także Oddział Onkologii i Hematologii Dziecięcej w Świętokrzyskim Centrum Pediatrii Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach (dawny Szpital Dziecięcy). - Mamy tu bardzo dużo sprzętu podarowanego przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy - podkreśla doktor Grażyna Karoczyk, kierownik Oddziału.
W wielu pokojach można znaleźć pompy, ułatwiające podawanie chemioterapii. Z tego urządzenia korzystał 13-letni Adrianek Serek z Końskich. Chłopiec zmaga się z chorobą od 2012 roku.
Cicha pompa, nie przeszkadza
- Syn był wtedy w drugiej klasie szkoły podstawowej - wspomina mama Adriana, Iwona Serek. - Bardzo bolały go nogi. Jeździliśmy od lekarza do lekarza. Były różne diagnozy. Słyszeliśmy, że te dolegliwości związane są z tym, że rośnie. Nikt nie zlecił morfologii. W grudniu trafiliśmy do szpitala z diagnozą: ostra białaczka limfoblastyczna. Zostaliśmy w nim do kwietnia, bo wtedy po raz pierwszy wyszliśmy na przepustkę. W 2015 roku była wznowa. Konieczna była operacja. Teraz mamy leczenie podtrzymujące. Więcej czasu spędzamy w domu, ale do szpitala wracamy. Takie leczenie potrwa jeszcze dwa lata. Widzę, jak te nowe pompy pomagają i pacjentom i pielęgniarkom. Nieraz pacjentów jest tak wielu, że sprzętu brakuje - zauważa Iwona Serek.
Z pompą musiała się zaprzyjaźnić 10-letnia Monika Gil spod Kielc, mała pacjentka kieleckiej Onkologii i Hematologii Dziecięcej w Świętokrzyskim Centrum Pediatrii Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego.
- Nie lubi wilgoci, poza tym jest cicha, dzięki czemu kiedy ona pracuje, ja mogę oglądać telewizję i ona mi nie przeszkadza - wyjaśnia dziewczynka, pokazując na pompę. Widnieje na niej czerwone serduszko Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
To urządzenie to konieczność. Natomiast dziewczynka uwielbia pluszaki. Kilka miękkich, kolorowych maskotek leży z nią na szpitalnym łóżku. - Moniczka zmaga się z ziarnicą złośliwą. To jest nowotwór węzłów chłonnych - mówi mama, Elżbieta Gil, a dziewczynka precyzuje, jak jej choroba się zaczęła: - Moje węzełki były powiększone.
Kolorowy sprzęt
Leczenie trwa od czerwca 2016 roku. - Trafiliśmy na oddział. Potem diagnostyka i chemioterapia. Od czerwca 2016 roku pół czasu spędziliśmy w szpitalu, a pół w domu - dodaje mama.
Moniczka zachęca do udziału w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. - Ja zawsze wrzucam pieniądze do puszek wolontariuszy i to nie złotówki, ale po pięć złotych - rezolutnie wyjaśnia. Sama także zauważa sprzęty z serduszkiem. - Miałam wykonywane badania w tomografie przekazanym przez Orkiestrę. Jak się wjeżdża do takiego kółka, to były na nim namalowane dzieci, które się bawiły piłką - opisuje.
To nie jedyne kolorowe urządzenie. Doktor Grażyna Karolczyk pokazuje kolejny dar od Orkiestry: „żyrafkę”. - Jest to aparat przenośny do wykonywania zdjęć radiologicznych. Dla nas bardzo przydatny, ponieważ nasz oddział znajduje się w innym budynku niż cała pediatria i pracownia radiologiczna - wyjaśnia. - Dzięki niemu te dzieci, które są w trakcie intensywnego leczenia, mogą mieć wykonywane badania tu, na oddziale. Aparat jest nowoczesny, bardzo ładny wizualnie, co sprawia, że dzieci się go nie boją. Ale oprócz niego mamy od Orkiestry między innymi pompy, kardiomonitory, aparat do USG.
Warto i trzeba
Nie ma wątpliwości, że warto brać udział w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. - Warto i trzeba - podkreśla doktor Karolczyk. - Nie wyobrażam sobie stycznia bez Finału Orkiestry.
Zapytana, czy gdyby nie Orkiestra ten cały nowoczesny i pożyteczny sprzęt byłby w szpitalu, odpowiada krótko: - Wątpię.
Włodzimierz Wielgus
wieloletni dyrektor dawnego Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala Dziecięcego w Kielcach, dziś zastępca dyrektora do spraw organizacyjno-administracyjnych w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym, do którego został włączony Szpital Dziecięcy:- Bezdyskusyjnie warto wspierać Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Najlepiej wiedzą o tym lekarze, którzy dawniej pracowali w Szpitalu Dziecięcym przy ulicy Langiewicza w Kielcach, a dziś w Świętokrzyskim Centrum Pediatrii, gdzie sprzęt oklejony w serduszka jest na każdym oddziale i bez niego trudno by było zapewnić dzieciom odpowiednią diagnostykę i leczenie. W ostatnich latach, dzięki pieniądzom z Unii Europejskiej udało nam się kupić nowoczesne urządzenia, ale kilkanaście lat temu nie było takiej możliwości, a trzeba tu podkreślić, że sprzęt, który kupuje Jurek Owsiak jest najnowocześniejszy, jaki istnieje na rynku. Bez tych darów z Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy trudno by nam było funkcjonować.
Plotki, sensacje i ciekawostki z życia gwiazd - czytaj dalej na ShowNews.pl
- Pogrzeb Brudnego. Już za życia zaplanował, jak ma wyglądać [DUŻO ZDJĘĆ]
- Mąż Bem przegrał walkę z chorobą. Bliska osoba zdobyła się na poruszające słowa
- Cichopek i Kurzajewski chcą żyć jak milionerzy. Zamieszkają w PAŁACU wartym fortunę
- Lekarze zakazali odwiedzania Kozidrak nawet najbliższej rodzinie. Znamy nowe fakty