Maryla Rodowicz: Postanowiłam, że nigdy nie umrę. Czego i Państwu życzę!

Dariusz Pawłowski
Dariusz Pawłowski
Na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu Maryla Rodowicz świętuje jubileusz 50-lecia pracy artystycznej, jednocześnie nagrywa płytę z piosenkami o przemijaniu. Nas jednak zapewnia, że to dopiero początek...

Rozpoczął się Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu, na którym świętować będzie Pani 50-lecie pracy artystycznej, premierę ma najnowsza Pani płyta „Ach świecie...”. Aktywność godna uznania...

Bo nie znoszę nic nie robić. Przez całe życie przyzwyczaiłam się do tego, że muszę sama o siebie zadbać i nikt nic za mnie nie zrobi. Aktywność wpływa też na moje lepsze samopoczucie.

Mówimy o aktywności, jednak nowa płyta jest melancholijna, refleksyjna, choć z pokładami nadziei i pozytywnego przesłania, pełnego wiary spojrzenia w przyszłość. Czy to również taki czas w Pani życiu?

Moje dzieci były okrutniejsze, bo powiedziały, że ta płyta to po prostu jesienna deprecha. Ale widocznie było mi to potrzebne. Jest dokładnie tak, jak pan mówi - te różne nastroje się we mnie teraz kotłują i piosenki Witka Łukaszewskiego (gitarzysty spod Poznania, poety i autora książek), które znalazły się na płycie, trafiły idealnie w mój nastrój. Gdy je usłyszałam pierwszy raz, właściwie od razu się nimi zachwyciłam. I mimo że to facet, w dodatku młodszy, miałam natychmiast wrażenie, że te teksty były pisane jak dla mnie. Poszczególne utwory pasowały mi również muzycznie - że są takie gitarowe, folkowe, chwilami bluesowe. Złożyło się to w fantastyczną całość, dlatego postanowiłam te utwory nagrać.

Czy dzieci poza tym, że były okrutne, pomagały w poszukiwaniu stylistyki albumu?

Jędrek, młodszy syn, mnie inspirował, podrzucając różne rzeczy. „Mama, posłuchaj nowego Claptona” - mówił. - „Posłuchaj nowej płyty Stonesów”. Tej bluesowej, gdzie wszystko jest na jedno kopyto, wszędzie harmonijka, ale o to właśnie chodzi. Słuchałam też Dylana, ale i Organka, a nawet Dire Straits, bo w demówkach, które dostałam od Witka pobrzmiewała knopflerowska gitara.

Należy tę płytę traktować również jako powrót do Pani debiutu, właśnie gitarowego i folkowego? W dodatku Pani pierwsza płyta nosiła tytuł „Żyj mój świecie”... To tęsknota za lepszymi czasami dla polskiej muzyki, a może za młodością?

Rzeczywiście można znaleźć takie porównania, ale zupełnie o tym nie myślałam przystępując do pracy. Nie jest to też tęsknota za młodością - i nie chodzi o to, żebym źle myślała o młodości. Ja po prostu dostałam te utwory w pakiecie i trafiło to do mnie jako całość. Powiem więcej, teksty o tym, że upływa życie, a my przemijamy chwyciły mnie za gardło. Wcześniej jakoś nie dopuszczałam do siebie takich myśli, jak mówiliśmy, ciągle się czymś zajmując nie miałam na nie czasu. Tymczasem teraz trochę się temu poddałam i właściwie nie wiem dlaczego. Bo postanowiłam, że będę sprawna i w formie przez całe życie. Nigdy nie umrę.

Jak się realizuje takie postanowienie? Mówi Pani i śpiewa o tym, że będzie las, nie będzie nas, bez większego żalu. Czy przemijanie może być bezbolesne?

Walczę o to... (westchnięcie) Moja mama umarła w maju, przez ostatnie miesiące ja się nią zajmowałam. I muszę przyznać, że dostrzegłam więcej, niż widziałam. Oczywiście, wiedziałam, że istnieje starość, że wiążą się z nią liczne dolegliwości, ale starałam się jednocześnie nie zwracać na to większej uwagi. Teraz, gdy na przykład jadę samochodem dostrzegam więcej starszych ludzi. Przyglądam im się i gdy widzę, jak trzymają się za ręce, bardzo się tym wzruszam. Mocno przeżywam również widok starszej osoby, która z trudnością się porusza, chodzi o lasce... Ostatnie miesiące życia mojej mamy uświadomiły mi wymownie to, że człowiek z wiekiem niedołężnieje, gorzej słyszy i widzi, cierpi, ma kłopoty z chodzeniem - tego świata w nim ubywa. Tym mocniej postanowiłam zrobić wszystko, by zachować sprawność, uniknąć niedołęstwa... Myślę, że to jest najgorsze... Moja mama nigdy nie uprawiała żadnego sportu. Gdy codziennie chodziłam na kort tenisowy, ona się dziwiła, że chce mi się grać każdego dnia. A było to właśnie po to, żeby budować formę, pozostać sprawną. Na razie mi się to udaje...

I nadal o formę Pani intensywnie dba?

Trzy lata temu miałam operację wstawienia endoprotezy. Miałam z biodrem problemy kilka lat, by ustać dwie godziny na scenie faszerowałam się silnymi lekami przeciwbólowymi. Nie mogło to już dłużej trwać i w pewnym momencie postanowiłam natychmiast iść pod nóż, żeby sobie pomóc. I jeszcze chodziłam o kulach po operacji, a już zaczęłam ćwiczyć. Do tego stopnia, że rok później zaczęłam ponownie grać w tenisa. Sama sobie udowodniłam w ten sposób, że wszystko jest możliwe. To dla mnie duża satysfakcja.

Marek Szawdyn/Polska Press

Gratuluję, mnie bez operacji się zwykle nie chce uganiać za jakąś piłką...

Przypomnę więc tylko, że czas płynie. Kiedyś może pan żałować, że się nie uganiał.

Na szczęście zachowuje Pani dystans do siebie. Na nowej płycie śpiewa Pani: „ciało by chciało, cóż, kiedy czas już spać”. Jakie ma Pani dziś relacje z samą sobą? Czy akceptuje Pani siebie? Lubi?

Nie katuję się swoim odbiciem w lustrze czy negatywnymi opiniami na swój temat. Przyznam natomiast, że jestem mistrzem w samooszukiwaniu siebie. Umiem na przykład tak się ustawić przed lustrem, że zawsze dobrze wyglądam. Mam specjalnie tak skonstruowaną łazienkę, że lustro mieści się dokładnie pomiędzy dwoma oknami. Dzięki temu mam dobre światło z dwóch stron i nawet rano całkiem dobrze wyglądam... Wydaje mi się również, że potrafię się dobrze ubrać, tak, aby wyglądać lepiej niż mogłaby na to wskazywać rzeczywistość: podkreślić atuty, zamaskować niedostatki.

Trzeba sobie trochę dogadzać.

Pewnie. Nikt tak o nas nie zadba, jak my sami. Dlatego lubię modę, ładne ciuchy, dobre buty i nie wstydzę się do tego przyznać.

Długo kazała nam Pani czekać na swoją kolejną płytę. Czy to kwestia trudności w doborze repertuaru? Czy dostaje Pani wiele tekstów, które na Panią nie działają i które Pani po prostu wyrzuca?

Tak, dostaję bardzo dużo propozycji i bardzo dużo odrzucam. Gdy przeczytam tekst, który jest średni, to on nie ma u mnie żadnych szans, nawet gdy muzyka jest co najmniej znośna. Muzycznie zresztą można zawsze coś poprawić, poprzerabiać, dodać, wzbogacić instrumentami, zmienić linię melodyczną. Natomiast tekst zostaje i potrafi zniszczyć najlepszą kompozycję. Tekst musi do mnie trafiać, nie może być banalny...

Trochę chyba w tej materii mamy kryzys...

Może po prostu trudniej na coś dobrego trafić... Ale ja też nie planowałam nagrywania nowej płyty.

Dlaczego?

Na koncertach publiczność i tak się domaga starych hitów. Gram oczywiście także nowsze utwory, zawsze coś przemycę, ale pomyślałam sobie: po co mi ten ból głowy i zamartwianie się. Bo płyta kojarzy mi się ze stresem: Czy ludzie to kupią? Na którym miejscu płyta wyląduje na OLiSie? Czy radia to zagrają? I nagle ta płyta sama do mnie przyszła. Poznałam przez przypadek Witka Łukaszewskiego i się zaczęło. Zaczęłam grzebać w swojej poczcie, okazało się, że mam cztery numery Roberta Gawlińskiego, które mi je przysłał dwa lata temu. Zadzwoniłam więc do niego i mówię, że chcę wykorzystać jego utwory na nowej płycie, a on na to: „Jezu, Maryla, ja już jeden z tych numerów dałem Lady Pank! Ale wysyłam ci następne cztery!”. Na płytę trafił w końcu jeden, tytułowy, który Robert zaśpiewał ze mną w duecie. Miałam też kilka utworów od Romualda Lipki. Podczas nagrywania demówek wybraliśmy z gitarzystą jeden z nich, tekst napisał Jacek Cygan. W sumie uzbierało się pięćdziesiąt utworów, z których wybrałam ostatecznie dwadzieścia. Nagrałam szesnaście piosenek, czyli i tak za dużo. Dotknęła mnie klęska urodzaju, do tego stopnia, że aż pomyślałam o kolejnej płycie.

O! A jakiej?

Podczas przygotowywania tej płyty odpadły utwory najbardziej taneczne. Uwielbiam tańczyć, więc chciałabym zrobić taką płytę, w stylu lat 80. Teraz wiem, że nagram ją, wciąż jest taki plan.

Podczas występów publiczność domaga się starych hitów, ale koncertowy żywioł to jest to, za co Panią także kocha. Czy po takiej nastrojowej płycie Pani koncerty będą spokojniejsze?

Chyba nie umiałabym. W piątek gram w Opolu, a już za tydzień rozpoczynam trasę koncertową, która zakończy się w połowie stycznia. Gram właściwie we wszystkie weekendy. A repertuar ułożony jest tak, by dla każdego było coś dobrego, czyli stare przeboje i nowe piosenki, utwory melancholijne, skłaniające do zadumy, jak i żywiołowe, ostre. U mnie zawsze się to mieszało, trudno, żeby teraz było inaczej.

Są na nowej płycie utwory, w których domaga się Pani od życia, by miało jeszcze przyszłość i nie przestawało dawać tego, czego się pragnie. Jakie są zatem Pani pragnienia? Co jeszcze by Pani chciała od życia wyrwać?

Nie mam marzeń. Jeżeli coś sobie postanowię lub czegoś zapragnę, to staram się, by to od razu mieć. Sama sobie załatwiam spełnianie marzeń, nie czekam na cuda. Ale spokojnie, to są zwykle dość niewygórowane, codzienne pragnienia - nikomu nie zagrażam.

Ten rok miał być wyłącznie świętem i jubileuszem 50-lecia pracy artystycznej. Tymczasem przystępując do przygotowywania koncertu na festiwalu w Opolu, miała Pani sposobność poczuć na własnej skórze jak bardzo i jak bez sensu jesteśmy podzieleni...

Smutne, że dotknęło to również muzyki i że polityka wmieszała się nawet w festiwal polskiej piosenki. Nie ukrywam, że poruszył mnie ten hejt, który rozlał się po różnych internetowych forach, nawet próbowałam na niego odpowiadać, coś tłumaczyć. To wszystko było bardzo przykre. Ale wydaje mi się, że artyści powinni bronić Opola. Wystąpić tam i pokazać, że to jest festiwal nasz, czyli artystów i polskiej muzyki. Bardzo mi zależy na tym koncercie i w ogóle na Opolu, bo to przecież naturalne dla mnie miejsce. To mój trzydziesty siódmy opolski festiwal, spędziłam więc na tej scenie pół życia. Trudno zatem, żebym nie przeżywała tego, co się wokół festiwalu działo i dzieje, żeby mi na nim nie zależało.

Co nas czeka? Wszystko jest dopięte na ostatni guzik?

Sądzę, że tak. Przygotowania były bardzo intensywne. Do ostatniej chwili pracowaliśmy nad kostiumami, miałam niemal codzienne treningi taneczne - bo wykonam salsę w bardzo szybkim tempie - z Jankiem Klimentem, który wygrał „Taniec z gwiazdami”. Mam zresztą po nich takie siniaki, że wyglądam jak ofiara przemocy domowej. Muzycznie dopracowaliśmy szczegóły, próby się odbyły i były bardzo udane, goście są przygotowani. Będą, myślę, zaskakujące dla widzów zestawy wykonawców. Na przykład zaśpiewam z Dodą i Cleo piosenkę „Damą być”, zespół Pectus wykona „Małgośkę”, Kasia Popowska wykona ze mną „Jadą wozy kolorowe”, Marcin Wyrostek zagra w kilku utworach, a ukraiński zespół Kozak System nauczył się dwóch niełatwych przecież zwrotek piosenki „Mówiły mu...” i przygotował żywiołową, bałkańską w stylu wersję tego utwory. Będzie barwnie, energetycznie i sympatycznie. Mam nadzieję, że widzowie będą zadowoleni.

A ja mam nadzieję, że koncert jubileuszowe będzie nie tyle podsumowaniem pięćdziesięciolecia, co początkiem nowej pięćdziesiątki. Że do przodu wciąż wyrywa głupie serce...

Zapewniam pana, że właśnie tak będzie. W styczniu kończę trasę koncertową i zaczynam nową pięćdziesiątkę. Pomysłów nie zabraknie.

Wideo

Materiał oryginalny: Maryla Rodowicz: Postanowiłam, że nigdy nie umrę. Czego i Państwu życzę! - Plus Dziennik Łódzki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3