W szkolnych sklepikach chipsów już nie ma, a dzieci dalej tyją

Monika Chruścińska-Dragan
Sprawdziliśmy, jak po złagodzeniu przepisów żywieniowych wyglądają szkolne sklepy i stołówki. Sanepid: szkoły żywią zgodnie z przepisami. Dietetycy: zdrowe nawyki wynosić trzeba z domu.

Już drugi rok w szkolnych sklepikach dzieci mogą kupować do woli drożdżówki, kawę czy gorzką czekoladę, a kucharki w szkolnych stołówkach - dosalać potrawy i słodzić kompot.

Sprawdziliśmy, czy aby ubiegłoroczna liberalizacja przepisów żywieniowych nie popuściła wodzy fantazji sklepikarzy na tyle, że wrócili do słonych chipsów, paluszków i coli. Co się okazało? Sanepid twierdzi, że jest... wzorowo. Nic tylko się cieszyć. Skąd zatem rosnący problem otyłości wśród dzieci i młodzieży?

W 2015 sklepy szkolne mogły sprzedawać głównie owoce, soki i warzywa, a stołówkom ograniczono prawo do stosowania soli i cukru. Rok temu przepisy zliberalizowano, wróciły drożdżówki, solone obiady.
Lucyna Nenow

Sklepik w Szkole Podstawowej nr 13 w Będzinie. Na półkach znajdziemy kolorowe kanapki, obwarzanki z makiem i serem, chrupki kukurydziane, soki owocowe, jabłka, lizaki. - Czasem są też drożdżówki i czekolada, ale tylko gorzka - opowiada robiąca tu zakupy szóstoklasistka. Emilka najchętniej kupuje chrupki owocowe i obwarzanki z serem. Jak mówi, są smaczne. Odkąd do tutejszej stołówki wróciła też sól, kotlety i słodzony kompot, dziewczynka znów je w szkole obiady. - Po wprowadzeniu restrykcyjnej diety w szkołach, tutejsze jedzenie jej nie smakowało. Wypisałam więc córkę ze stołówki - wspomina mama Emilii.

W kolejnych pięciu szkołach, które sprawdzaliśmy, sklepików nie ma wcale. W SP nr 62 w Katowicach jeszcze kilka lat temu działał jeden, ale jak opowiadają nam rodzice, nie wytrzymał narzuconej w 2015 r. ścisłej diety.

Katowicki sanepid każdą szkołę w stolicy województwa, Mysłowicach i Siemianowicach Śląskich kontroluje minimum raz w roku. Jeśli w którejś odnotuje uchybienia, sprawdza ją częściej.

- Właściciele szkolnych sklepów dostosowali swój asortyment do obowiązującego rozporządzenia i od roku nie odnotowujemy żadnych uchybień - mówi Katarzyna Rutowicz z Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Katowicach. - Kiedy ktoś zamierza rozszerzyć ofertę najczęściej od razu konsultuje to z nami - podkreśla. Jak dodaje, chipsy sklepikarze zamienili na suszone owoce, z fast foodów zrezygnowali całkiem, słodycze, jak lizaki czy czekolada, jeśli znajdą się w ofercie, spełniają normy rozporządzenia. - Nie mieliśmy też zastrzeżeń do szkolnych obiadów - mówi Rutowicz.

Mimo to z międzynarodowych badań HBSC (Health Behaviour in School-aged Children) koordynowanych w Polsce przez Instytut Matki i Dziecka wynika, że na nadwagę lub otyłość cierpi co siódme (14,8 proc.) polskie dziecko. Nadmierną masę ciała ma aż 31,2 proc. ośmiolatków. Z otyłością zmaga się 12,7 proc. z nich, a z nadwagą - 18,5 proc.

Wojnę otyłości u dzieci wydał rok temu Sosnowiec. Miasto finansuje badania przesiewowe u pierwszoklasistów. W zeszłym roku przebadano 163 dzieci, w tym program obejmie kolejny rocznik siedmiolatków. Maluchy, które zakwalifikowane zostały do II etapu przejdą badania krwi, by ocenić przyczyny i skutki otyłości. Rodziny odbędą też konsultacje z lekarzami, dietetykami czy specjalistami od aktywności fizycznej.

Same szkoły też przekonują do zdrowego żywienia tak podopiecznych, jak i rodziców. SP nr 5 w Mysłowicach od kilku lat organizuje kolorowe drugie śniadania. Każde dziecko ma przynieść do posiłku zdrowy dodatek. Jak jest dzień biały, to np. jogurt, jak czerwony - paprykę. Początki były trudne. - Dzieci zapominały o dodatkach. Przypominaliśmy o nich więc rodzicom. Dziś część, za naszą radą, szykuje pociechom nawet kanapki z ciemnego pieczywa - cieszy się Renata Boba, dyrektorka szkoły.

Zdaniem Anny Falisz, dietetyczki Centrum Edukacji Żywieniowej i Sportu w Świętochłowicach, same szkoły niewiele zwojują, jeśli najmłodsi zdrowych nawyków nie wyniosą z domu. - Co z tego, że Jaś w szkole nasłucha się o ciemnym pieczywie, owocach i warzywach, gdy w domu dostanie na kolację białą bułkę z masłem i wędliną, a do szkoły słodki jogurt - mówi Falisz.

Wideo

Materiał oryginalny: W szkolnych sklepikach chipsów już nie ma, a dzieci dalej tyją - Plus Dziennik Zachodni

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

n
nauczycielka

Mówiłam o tym, nikt nie słuchał. ;-)

Dodaj ogłoszenie